01 News
02 Biografia
03 Dyskografia
04 Wywiady
05 Team
06 Thin Line
07 Photo
08 Artykuły
09 Subskrypcja
10 Księga gości
11 Forum
12 Linki
13 Kontakt
30 TON
08 recoil artykuły


Alan! Alan! Alan!
1996

Poniższy tekst jest przedrukiem z piątego wydania (kwiecień '96) fan-zine'u 'Rush' będacego gazetką legnickiego fan-clubu Death's Door.

Rush Fanzine

Wieści o odejściu Alana z Depeche Mode krążyły już od maja. Oczywiście uznałam je za zwykłe rumoursy i wszystkich zmartwionych wokoło pocieszałam i zapewniałam, że to nieprawda. Sama byłam o tym święcie przekonana. Dopiero gdy na własne oczy ujrzałam fax MUTE Records potwierdzający te plotki, pękłam. Rozsypałam się na kilkadziesiąt tysięcy milionów kawałków. Poczułam się zagubiona i osierocona. Złapałam przysłowiowe 'doły' i gdyby nie moi kochani bracia i wspaniałe siostry, wpadłabym w nie aż po same dno. Było mi ciężko i smutno. Było mi ciężko i smutno, ale jakoś się z tym pogodziłam i przyjęłam do wiadomości.

Przez jakiś czas obserwowałam, jak inni depeche's radzą sobie z tym problemem. I cóż ujrzałam? Zamiast żalu - pretensje. Zamiast smutku - złość. U niektórych wręcz potępienie i totalna dyskredytacja Alana. Stwierdzenia, że on zawiódł czy oszukał, doprowadziły mnie do szału. Skąd te oskarżenia - kłamstwa? Ludzie są ludźmi i Alan też się do nich zalicza. Zasługuje za szacunek nie tylko dlatego, ale przede wszystkim za swoje zasługi.

Przez te 13 lat wiele obowiązków spoczywało na jego barkach! Pracował naprawdę ciężko i chyba nikt w to nie wątpi. Kto wie, w jakim kierunku zmierzałoby Depeche Mode w '82 roku, gdyby nie Alan i nowy nurt, jaki ze sobą przyniósł. Nie po to włożył tyle pracy i wysiłku, by teraz otrzymać tylko potępienie i pretensje.

Rozstał się z grupą w przyjaźni, z właściwą sobie klasą i kulturą. Awantura wisiała w powietrzu, więc wolał w porę jej uniknąć i nie psuć reputacji DM. Czuję się o wiele lepiej wiedząc, że Alan, Mart, Dave i Fletch nadal są w dobrych stosunkach i że ich przyjaźń nie rozpadła się nagle w pył.

Niestety, nie wszyscy tak tolerancyjnie przyjęli decyzję Alana. Z moich źródeł wiem, że na pewnym zlocie (nie napisze gdzie, bo to by była antyreklama, chociaż powinna) ukazanie się na telebimie wizerunku Alana skwitowane zostało gwizdami i wyzwiskami pod jego adresem. Było to niebawem po odejściu Wildera z zespołu.

Co o tym sądzić? Nasuwa się pytanie - kim właściwie są ludzie, którzy tak postępują? To na pewno nie są depeche's, ale w takim razie KTO? Myślę, że nazwanie ich enjoyami byłoby zbyt wielkim uproszczeniem. Jeśli ktoś w tym momencie poczuł się urażony moimi słowami, to najlepszy znak, że powinien zastanowić się nad sobą i nad drogą, którą może pochopnie obrał. Nie sugeruję broń Boże, ślepego przyjmowania wszystkich postanowień czwórki z Bas, ale w tym wypadku to już przesada.

A co z wszystkimi 'Alanami', którzy szczególnie ciężko przeżywają odejście ich idola? Oni cierpią, a głosy potępienia dla Alana dodatkowo ich dobijają. Pomyślcie o nich i dla nich spróbujcie inaczej spojrzeć na decyzję Alana. Spróbujcie!

Nie rozumiem, jak można kochać kogoś dziś, a jutro go przekreślić. Tak właśnie postąpili niektórzy z nas. Warto się zastanowić, czy naprawdę od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok...

Ktoś, kto naprawdę szanuje Alana, zrozumie jego decyzję. To, czy były ona dobra, czy zła, pozostanie kwestią sporną. Prawdopodobnie chciał samotnie rozwinąć skrzydła i zaistnieć na rynku muzycznym jako Alan Wilder, a nie tylko członek Depeche Mode. Z przyjemnością wysłucham jego kolejnej płyty solowej (jeśli taką nagra), bo bardzo cenię jego indywidualną twórczość. Nie sądzę jednak, żeby samotnie osiągnął coś więcej niż z zespołem. On to kiedyś zrozumie - może za rok lub sto - i może wróci. Obojętnie jednak, co zrobi, zawsze pozostanie dla mnie tym samym Alanem Wilderem. Zawsze będę w niego wierzyć i nigdy nie przestanę - until the end of the world. Wam radzę to samo.

Magda (Jelcz Pomorski)

***