01 News
02 Biografia
03 Dyskografia
04 Wywiady
05 Team
06 Thin Line
07 Photo
08 Artykuły
09 Subskrypcja
10 Księga gości
11 Forum
12 Linki
13 Kontakt
30 TON
03 recoil dyskografia


Unsound Methods
Last Sigh review

Niniejsza recenzja, a właściwie opis 'Unsound Mehtods', pochodzi z nieistniejącej już strony Last Sigh.

***

Trzecie 'długometrażowe' wydawnictwo Alana Wildera pod szyldem RECOIL i pierwsze od czasu opuszczenia Depeche Mode w 1995 jest jego najbardziej złożonym i muzycznie wszechstronnym, jak do tej pory. Na 'Unsound Methods' Wilder nie tylko zawarł elementy takich muzycznych gatunków jak jazz, blues, soul i trip-hop, ale także nadał albumowi wymowy utrzymanej w filmowej atmosferze. Jest to bardzo mroczny album, który ociera się o ciemne strony ludzkiej natury, jak obsesja seksualna, rasizm, schizofrenia czy gwałt. Podobnie jak na poprzednim albumie RECOIL, 'Bloodline', Wilder tak i tutaj skorzystał ze współpracy różnych wokalistów, którzy kompozycje Alana uzupełnili tekstami. W 'harmonogramie pracy' ujęci zostali tym razem Douglas McCarthy (Nitzer Ebb), Hildia Cambell, Siobhan Lynch, Maggie Estep, Hepzibah Sessa oraz sam Alan Wilder, który wykonuje drugoplanowe partie wokalne w kilku utworach.

Wydźwięk albumu ustanowiony jest już na samym początku, gdzie złowrogi klimat i tajemnicze głosy otwierają utwór 'Incubus'. Potem wchodzi mocny beat i początkowo mówiony wokal Douglasa McCarthy'ego, zawierający pomysłowo zaczerpnięte z filmu Francisa Forda Coppoli 'Apocalypse Now' fragmenty monologu. Szepczące głosy Hepzibah Sessy i Hildii Campbell: 'I have never seen a man so broken up...' brzmią jak w niektórych greckich chórach. Nasilanie się pierwszej części utworu wyrażone jest poprzez muzyczną eksplozję sampli wyjących gitar, wzmagające się brzmienia syntezatorów i energetyczną sekcję perkusyjną, podczas gdy McCarthy przechodzi w szaleńczy refren krzycząc: 'I am alive' oraz 'I am your shadow'. W 'Incubus' rodzi się zło i reszta 'Unsound Methods' staje się podróżą do serca ciemności.

W przepełniony kolorami muzyczny gobelin utworu 'Drifting' zostały wplecione strzępki wszystkiego od opery do soundtracku. Na ścieżkę rytmiczną składa się ciężki break-beat i sporadyczne scratch'e, natomiast Siobhan Lynch wykonuje partie wokalne głosem będącym niczym dotykiem aksamitnej rękawiczki. W następnym utworze, jakim jest 'Luscious Apparatus', pojawiają się świetne, wykonywane przez Maggie Estep, mówione wokale. Podkład muzyczny podąża za słowami Estep, akcentując zmieniające się emocje. Z nieprzewidywalną łatwością przechodzi z łagodnych gitarowych zagrywek i przytłumionych beatów poprzez fragmenty składające się z migoczących brzmień syntezatorów do dynamicznych bębnów i jazgoczących gitar.

Atmosferę zagrożenia w 'Stalker' - utworze, w którym patologiczne szepty należą do Douglasa McCarthy'ego, zwiastują dźwięki wiolonczeli. Taki sposób oddania partii wokalnej ma zadanie sprawienia wrażenia monologu obłąkanego, podpadniętego w obsesję mężczyzny. Świetny refren przypomina styl Depeche Mode i sumuje uczucia McMarthy'ego: 'You were notning without me'. Utwór ma charakter klasycznego dramatu, a włączenie przestrzennych, żeńskich chórków i dźwięków wykonywanego w panice telefonu na policję potęguje u słuchacza sensację zawartą na ścieżce dźwiękowej do tego wyimaginowanego filmu.

'Red River Cargo' również posiada sekwencyjną, skompresowaną strukturę filmowej ścieżki dźwiękowej. Bez znaku szwów zostały tutaj scalone krótkie sample z paru soundtracków oraz szereg nagrań pochodzących z mediów z okresu amerykańskich walk o prawa cywilne. Początkową część utworu cechują trzaski niczym z płyty gramofonowej, przywołując sugerowane przez sample lata pięćdziesiąte. Hildia Cambell podkreśla całość swoim bluesowym wykonaniem wokali.

Mające charakter narracji wokale Maggie Estep wracają w utworze 'Control Freak', kolejnej pokręconej historii dotyczącej pragnień seksualnych. Poza jednak przykuwającymi uwagę brzmieniami wiolonczeli Olivera Krausa i obecnością kilku mocnych dźwięków syntezatorów obecnych na początku utworu, jego akompaniament wypada słabo na tle bogactwa zaznaczonego na większości innych numerów. Struktura i aranżacja 'Missing Piece' jest również mniej wyzywająca, aczkolwiek świetne wykonanie przez Hepzibah Sessa partii skrzypcowej w drugiej części utworu oraz pojawienie się śpiewającego drugoplanowe wokale Alana dodają wiele do uroku tego kawałka.

Muzyczna nieprzewidywalność i pomysłowość uwidacznia się ponownie w 'Last Breath'. Podobnie jak w 'Red River Cargo', i tutaj wykorzystana została przytłumiona warstwa 'zakłóceń' w celu podkreślenia słów Hildii Cambell, które uzupełniane są przez wspierający, mówiony wokal Sessy. Nastrój i jakość instrumentalizacji niemal całego utworu opiera się w dużym stopniu na smyczkach i jest raczej łagodny i spokojny, jak przystało zresztą na specyfikę 'roli' Cambell. W końcowym jednak jego fragmencie dominację przejmuje perkusja, a narastające brzmienia syntezatorów i sample gitar doprowadzają utwór do niespodziewanie rozbudowanego i przestrzennego zakończenia.

'Shunt', ostatni utwór na 'Unsound Methods', to nawiązanie do bardziej elektronicznych kompozycji zawartych na albumie 'Bloodline', 'Hydrology' czy dokonań Depeche Mode. Pędzące syntezatorowe pulsy i rytmiczne odgłosy pociągów przemierzających bezkresy torowisk są podstawą burzliwej aranżacji i pretensjonalnych struktur tematycznych utworu. Pod nasyconym dźwiękiem sufitem słychać szepty i oddechy Sessy i Wildera, jednak tylko na samym końcu stają się one wystarczająco słyszalne - powtarzające się 'There's blood on the line' to jakby ukłon w kierunku poprzedniego albumu RECOIL.

Michael C. Lund

***