01 News
02 Biografia
03 Dyskografia
04 Wywiady
05 Team
06 Thin Line
07 Photo
08 Artykuły
09 Subskrypcja
10 Księga gości
11 Forum
12 Linki
13 Kontakt
30 TON
04 recoil wywiady


Backstage Magazine - 'The Jagger Report'
kwiecień 1988
Chris Jagger

***

Większość ktytyków wydaje się być zainteresowana starymi muzykami bluesowymi lub zanikającymi legendami rock & roll'a. Najwayższy czas na coś zupełnie nowego w naszej serii wywiadów: oto wywiad z Depeche Mode!

Backstage: Widzę, że posiadasz prawdziwy fortepian Steinway w swoim pokoju wypoczynkowym. Czy planujesz może solowe tourne w najbliższej przyszłości?

Alan Wilder: Chyba nie bardzo. Po prostu ćwiczyłem sobie ostatnio kilka naszych starszych kompozycji. Ciekawa praca, ale cholernie ciężka. Rozpocząłem naukę gry na fortepianie kiedy miałem 8 lat. Ten rodzaj edukacji jaki odebrałem dał mi ogromne możliwości i podłoże do pracy w biznesie pop. Obracając się ciągle między elektronicznymi urządzeniami wciąż potrafię odnaleźć przyjemność w graniu na fortepianie.

Backstage: Czy komponujesz?

Alan Wilder: No jasne! I całkowicie jestem zakochany w twórczości Mahlera i Philpa Glassa - obaj pięknie poruszali się między popem a klasyką.

Backstage: A jak ma się sprawa ze starszymi, ugruntowanymi twórcami elektronicznymi. Jak Edgar Varese na przykład?

Alan Wilder: Jeśli mam być szczery, zanim dołączyłem do DM nie bardzo orientowałem się w muzyce elektronicznej. Osobą, która pokazała mi nieco scenę elektroniczną był Daniel Miller, szef MUTE. To dzięki niemu usłyszałem zespoły takie jak Kraftwerk po raz pierwszy. Daniel jest również świetnym klawiszowcem.

Backstage: Jaki był twój pierwszy syntezator?

Alan Wilder: Minimoog....lepszy instrument niż niejeden obecnie. Ciągle używamy go do kreowania pewnych ścieżek basowych.

Backstage: A jak wylądowałeś w DM ?

Alan Wilder: Odpowiedziałem na ogłoszenie, jakie zamieścili w "Melody Maker"

Backstage: Czyli w typowy sposób... Miałeś wcześniej może jakieś przesłuchanie?

Alan Wilder: Tak, zespół był wtedy w nienajlepszej sytuacji. Byli młodzi, odnieśli sukces, działali razem od roku i udało im się nagrać kilka hitów. Vince Clark, ich kompozytor zostawił ich i prasa zaczęła rozpisywać się, że to koniec DM. Ale to tylko i wyłącznie podziałało na Martina jak płachta na byka. Zdecydował się zająć komponowaniem ale wciąż potrzebowali kogoś do grania na klawiszach. Więc przez pierwszy rok pobytu w szeregach DM byłem tylko wynajętym pracownikiem. Dopiero później stałem się pełnoprawnym członkiem Depeche Mode.

Backstage: Jak ci się wydaje: czemu wybrali akurat ciebie ?

Alan Wilder: Na przesłuchaniu większość ludzi, jaka tam była, to byli fani DM. I myślę, że najbardziej spodobała im się moja nonszalancja. Poza tym moje zdolności muzyczne pozwalały mi zagrać cokolwiek chcieli, tak "z marszu". Martin jest OK., ale jego sposób pracy nie zawsze odzwierciedla mój i nie bardzo mi to odpowiadało. Z czasem jednak dochodziłem coraz mocniej do głosu. I na szczęście zostałem przyjęty jako pełnoprawny członek kapeli. Gdyby jednak do tego nie doszło to jestem pewien, że niewiele brakowało do tego, abym ich wtedy opuścił.

Backstage: Słuchając was, ciężko czasami powiedzieć, co który z was gra na scenie i w studio...

Alan Wilder: Na twoim miejscu nie zastanawiałbym się nad tym. Dla nas nie jest to istotne, a co dopiero dla publiczności. Nie przywiązywałbym wagi do tego. Ponieważ nie mamy perkusisty to staramy się grać "live" tak wiele jak tylko się da w naszym przypadku. Nie ważne w jaki sposób to robimy. Myślę, że wziąłem to na siebie. Przygotowałem specjalne podkłady perkusyjne na ośmiościeżkowym magnetofonie w taki sposób aby nadawały się do grania scenicznego i imitowały żywego "bębniarza". Podzieliliśmy się z Martinem liniami melodycznymi, więc nie potrzebujemy za bardzo urządzeń typu sekwencer. Zazwyczaj używamy instrumentów E-mu Emax . Dzielimy klawiaturę na np.: sześć stref i w ten sposób mamy możliwość grania na scenie sześciu różnych dźwięków na jednym instrumencie. Wszystkie efekty perkusyjne są również sprzężone z instrumentami, na których gramy. Każda trasa wymusza na nas pewne ciągłe zmiany i wymaga większego przygotowania, ale kiedy wszystko jest gotowe- działa to bez zarzutu. Nigdy nie zaznaliśmy niemiłej niespodzianki podczas koncertu polegającej na awarii np. tego systemu ale to zawsze może się wydarzyć. Dlatego zawsze mamy przygotowane taśmy z podkładami (tak na wszelki wypadek ). Większość linii melodycznych również posiada swoje kopie na taśmach, ale jak mówię, jest to tylko ewentualność. Staramy się grać na żywo.

Backstage: Wydajecie się być jednak zależni od technologii. Czy jest możliwe, np. podczas show zmienić zestaw utworów, zagrać coś inaczej niż się planowało?

Alan Wilder: Jeśli gramy więcej niż jeden koncert w danym miejscu to zawsze mamy przygotowany alternatywny set z utworami. Ten drugi zestaw pozwala nam na większą swobodę podczas grania. Możemy wtedy trochę eksperymentować. Albo zagrać coś dłużej...to zawsze zależy jednak od publiczności i atmosfery jaka panuje na sali.

Backstage: Gdyby ktoś zapytał Cię o radę odnośnie kupna instrumentu obecnie, to co odpowiedziałbyś takiej osobie? Jak brzmiałaby twoja rada?

Alan Wilder: Jeśli chodzi o większość instrumentów to jest to bardzo trudne. Kiedy pierwszy raz grasz na nich, to powala cię ich brzmienie. Ale potem odkrywasz nagle, że właściwie jesteś tymi brzmieniami ograniczony. Ogranicza cię to co dała fabryka. Znacznie lepiej jest kupić niedrogi i nieskomplikowany instrument analogowy, który pozwala na tworzenie własnych dźwięków. Również sampler może być dobrym rozwiązaniem. Ktoś kto nie chce ograniczać się "byciem w grupie" powinien rozważyć takie możliwości. Myślę, że 8-mio ścieżkowy system nagrywający jest odpowiedni dla każdego.

Backstage: A co myślisz o samplingu?

Alan Wilder: Bez żadnych wątpliwości jestem "za". Z pomocą samplera, łatwo można wydobyć dźwięki o jakich się marzy. Za każdym razem kiedy zabieramy się do nagrywania nowego materiału to poświęcamy dzień, a czasem nawet cztery na zbieranie różnych dźwięków do naszej biblioteki. Nagrywamy odgłosy miasta na podręczne magnetofony i potem patrzymy, który dźwięk może nam się przydać. Sporo eksperymentujemy jako grupa i muszę przyznać, że zsamplowany dźwięk niejednokrotnie był dla nas inspiracją do napisania jakieś melodii. Samplowanie można przyrównać trochę do "ugryzienia przez Vampira" Spijasz to co ci jest potrzebne, odrzucając całą resztę. Wystarczy posłuchać Beastie Boys grających sample Led Zeppelin. Wierna imitacja jest zawsze najzdrowszą i najlepszą drogą do nauczenia się czegoś.

Pojawia się oczywiście argument taki, że elektronika niszczy cały przekaz emocjonalny zawarty w "typowym" graniu. Być może i tak jest, ale z drugiej strony elektronika pozwala zawędrować tam gdzie tylko nam się chce, daje ogromne poczucie swobody. Możłiwosći w tym zakresie są ogromne i tylko od samych muzyków zależy jak to wykorzystają, i czy uda im się w pełni skorzystać z tych dobrodziejstw.

***