01 News
02 Biografia
03 Dyskografia
04 Wywiady
05 Team
06 Thin Line
07 Photo
08 Artykuły
09 Subskrypcja
10 Księga gości
11 Forum
12 Linki
13 Kontakt
30 TON
04 recoil wywiady


Magazyn HI-FI
grudzień 1997
by Craig Small

***

Alan Wilder na nowo powraca do muzycznego biznesu. Po 13-tu latach spędzonych w jednym z najbardziej popularnych zespołów jako klawiszowiec i jednocześnie kierownik muzyczny Depeche Mode, teraz angażuje wszystkie swoje siły w projekt RECOIL, który jest jego odpowiedzią na wyzwania muzyczne lat 90-tych. W tym momencie przerwał swoją prace w londyńskim studio aby podyskutować o wspaniałej przeszłości , nieprzewidywalnej najbliższej przyszłości oraz groźnej i mrocznej elektronice, którą tak bardzo uwielbia.

HI-FI: Po tym jak odszedłeś z DM nastąpiło wiele zmian w twoim prywatnym życiu. Rozwiodłeś się, znalazłeś nową towarzyszkę życia, doczekałeś się dziecka. Czy podjąłeś świadomą decyzję unikania muzyki właśnie z tych powodów, czy miały one wpływ na twoją "nieobecność muzyczną" ?

Alan Wilder: Tak, nawet dość spory. Nie chciałem posiadać dziecka w momencie kiedy byłem w rockowym zespole. Chciałem być świadkiem tego jak dorasta, a życie rockowe nie bardzo temu sprzyja. To chyba nie jest w porządku, kiedy tylko pomagasz dziecku dorastać materialnie, a nie ma cię przy nim przez cały czas. Zawsze uważałem, że wszystko ma swój czas i miejsce ( zawsze tak robiłem ) więc skoro nadszedł ten właściwy moment... Byłem zmęczony trasami koncertowymi i wydawało mi się, że właśnie nadszedł odpowiedni czas, aby umiejscowić się w roli ojca i męża. Nie czułem się za bardzo na siłach nagrywać nowe rzeczy, mój stan ducha nie pozwalał mi na to. Również wcześniejszy rozwód nie najlepiej wpłynął na mnie. Więc składając te wszystkie rzeczy do kupy - granie muzyki zeszło jednak na dalszy plan.

HI-FI: Czy w takim razie nie zamierzałeś całkowicie zaprzestać grania?

Alan Wilder: Nie, nic z tych rzeczy, to nie tak! Wiedziałem, że nadejdzie taki czas, że powrócę do grania, że będę chciał coś zrobić.

HI-FI: Czy było ciężko produkować muzykę Depeche Mode mając na uwadze to, że trafi ona do wielu milionów słuchaczy? Czy nie czułeś tego ciężaru?

Alan Wilder: Nie powiedziałbym tego. Raczej nie starałem się myśleć w ten sposób, a nawet więcej... byłem przeświadczony , że nikt jej nie będzie słuchał. Czasem tylko braliśmy pod uwagę pewne gusta muzyczne fanów, ale to jest nieuniknione kiedy ma się ich tysiące.

HI-FI: Czy w takim razie nie musiałeś iść na kompromisy?

Alan Wilder: Cóż, kiedy coś się robi lepiej jest unikać kompromisów... ale kryje się w tym pewna podświadomość. Cokolwiek byś nie robił, to zawsze są wobec tego produktu jakieś oczekiwania. Wiesz , że wielu ludzi pójdzie i kupi produkt bez względu na to, co się na nim znajduje. Ważne jest więc to jak to wszystko robisz. Oczywiście wymusza to pewien rodzaj presji na ciebie. Wiesz, że musisz wydać 2 lub 3 single, których zadaniem jest wspomóc sprzedaż. Jest też pewien rodzaj presji ze strony wytwórni - co do każdej piosenki, kręconego teledysku i całej reszty... jak widzisz jest więc wszędzie pewien rodzaj presji i nacisków, których na szczęście udało mi się uniknąć teraz kiedy działam sam. I wcale za nimi nie tęsknię. I jest to bardzo fajne uczucie kiedy wiesz, ze mimo całej krytyki album trafia lub trafi do wielu ludzi.

HI-FI: Mówi się o Tobie, że stworzyłeś całą tę atmosferę tajemniczości i mroku jaki spowijał muzykę Depeche Mode. Czy i tym razem pojawi się ten element na twojej płycie. Może opiszesz dźwięki DM?

Alan Wilder: To trudne dla mnie mówić o czymś o czym się już tyle powiedziało. Myślę , że chcesz mnie zmusić abym sam sobie postawił ocenę. To trudne. Generalnie rzecz biorąc cała muzyka DM składa się z pojedynczych dźwięków , z których budowaliśmy obraz. I myślę, że to umiem robić najlepiej. Układać muzykę z pojedynczych , często nie pasujących do siebie elementów. Nie lubię tworzyć pompatycznych utworów czy piosenek. Już bardziej przypomina to tworzenie "na orkiestrę", gdzie wszystko musi być rozpisane na pojedyncze instrumenty. Lubię grzebać się w strukturach melodycznych i rytmicznych. To umiem robić najlepiej i to mnie pociąga. Podoba mi się znajdowanie tych odpowiednich dźwięków, tych pustych przestrzeni w strukturze utworu, które można jeszcze czymś zapełnić. To naprawdę nie jest łatwa sprawa, ale pod koniec ukazuje się utwór stanowiący jedną, spójna całość i to jest to co ja nazywam prawdziwą sztuką. I tym jestem najbardziej zainteresowany.

HI-FI: A skąd pochodzą te wszystkie dźwięki, pomysły i inspiracje?

Alan Wilder: Nie wiem. Myślę, że to wszystko jest jakoś osadzone w moim klasycznym wychowaniu muzycznym, pochodzi ze środowiska, które mnie otacza. To wszystko pozwoliło mi zaznajomić się ze sztuką łączenia dźwięków i wydobywania tej całej dynamiki. Myślę, że dynamika jest szalenie istotna, zwłaszcza w muzyce obecnej dekady, w gatunku zwanym popem. I to jest coś co również w ogromnej ilości możesz odnaleźć w klasyce.

HI-FI: A co z tzw. "mrocznością" tak często przypisywaną DM. Myślę, że w twoich utworach na pewno również pojawia się ta cieniutka wstęga mroczności otaczająca je. Co powiesz na ten temat? Co oznacza to dla ciebie jako muzyka?

Alan Wilder: Myślę, że ludzie często mylą ze sobą pojęcia mroczności i mrocznego przeznaczenia. Nie uważam za słuszne rozgraniczanie tego ale jeżeli miałbym to jakoś określić to elementy zawarte w moich kompozycjach są na pewno mroczne i nieprzewidywalne. To jest to co kocham i myślę, że muzyka powinna być taka - mroczna i niepokojąca. Mam kontrolę nad muzyką, nad pomysłami, nad tym co się dzieje. Staram się również działać podświadomie, wracać do pewnych sprawdzonych rzeczy, które wywołują u mnie ciarki. Te właśnie rzeczy interesują mnie najbardziej w muzyce oraz w tekstach piosenek. Coś co powoduje, że dreszcze biegną po moich plecach. Opisywanie ciemnych stron ludzkiego życia jest dla mnie bardziej fascynujące niż pisanie o tym, że właśnie urodziło mi się dziecko. Ten ostatni temat to nuda. Staram się robić muzykę, która interesuje mnie samego. Niektórzy mówią, że jest to za ciężkie, niezrozumiałe, nie nadające się do słuchania. Rozumiem ich, potrafię postawić się na ich miejscu, ale ja po prostu próbuje się gdzieś umiejscowić, ufać mojej własnej intuicji, ufać temu co działa na mnie jako człowieka i muzyka no i podążać za tym patrząc co się będzie działo.

HI-FI: Opowiedz trochę o swoim sposobie tworzenia muzyki. Czy masz domowe studio?

Alan Wilder: Siedzę właśnie teraz w studio nad miksami. To jest osobny budynek, oddzielony od domu, strasznie wielka otwarta przestrzeń. Nie ma ono wyglądu typowego studia nagraniowego. Strasznie duże pomieszczenie, duża ilość światła. Nie jest zbyt dobre jeśli chodzi o utrzymanie kontroli nad dźwiękiem, ale świetnie nadaje się do tego co lubię robić.

HI-FI: Czy pracujesz kompletnie sam?

Alan Wilder: Moja żona, Hepzibah, pomaga mi czasami dogrywać różne dźwięki, dodatkowe wokale, podsuwa pewne pomysły, ale generalnie pracuję sam.

HI-FI: Czy cokolwiek jest nagrywane "na żywo"?

Alan Wilder: Tak jest kilka momentów, że nagrywamy coś na żywo a później to samplujemy i zapętlamy. Wszystko to i tak trafia na twardy dysk komputera lub samplera i pozostaje tam aż do końca procesu miksowania całości. Nadal pracuję nad wszystkim w czasie rzeczywistym, więc wszystko mogę jak gdyby przearanżować w razie potrzeby. To ważne dla mnie gdyż nigdy do końca nie jestem zadowolony z końcowego efektu pracy i zawsze jest tam dla mnie coś co bym chętnie poprawił. Nagrywam na żywo czasami perkusję, bas, gitarę czyli te instrumenty, na których umiem grać ale generalnie poza wokalami nie ma tego zbyt wiele.

HI-FI: Czy wokaliści nagrywają w twoim studio?

Alan Wilder: Większość wokali nagrywamy tutaj, ostatnio najlepiej nadaje się do tego kuchnia... sprawdza się w 100%.

HI-FI: Jak dotarłeś do wokalistów np. do Maggie Estep?

Alan Wilder: Mój znajomy z Nowego Yorku pracował nad jej albumem i puścił mi taśmę z końcowym rezultatem pracy.To było po tym jak kilka moich poszukiwań nie zdało rezultatu. Szukałem kogoś kto nadawałby się do utworu, który właśnie tkwił w mojej głowie. Potrzebowałem kogoś obdarzonego rytmiką a także umiejętnością rapowania, może nie do końca w tym sensie w jakim powszechnie pojmujemy raperów. Myślałem raczej o męskim wokalu, kiedy mój znajomy puścił tę taśmę. Pomyślałem: " to może być ciekawe". Zadzwoniłem do niej. Tak teraz sprawy wyglądają. Potrzebujesz czegoś... chwytasz za telefon.

HI-FI: Czy po tym wszystkim co wydarzyło się w Depeche Mode, nie miałeś chęci opuścić MUTE Records?

Alan Wilder: Nie. Te dwie rzeczy są całkowicie ze sobą nie związane. Są związki z grupą i związki z wytwórnią. MUTE nie należy do tych potentatów na rynku muzycznym, muszą liczyć się z każdym wydanym funtem i raczej ostrożnie podchodzić do pewnych zagadnień. Z MUTE wiąże się mnóstwo pozytywnych rzeczy, których byłem w stanie doświadczyć i raczej nie chciałbym tego dobrowolnie zmieniać. Inaczej sprawa miałaby się gdyby Daniel Miller nie był szefem tego koncernu, ale ponieważ wciąż przewodzi tej wytwórni to mam ten kredyt zaufania i wolności w tym co robię , a to jest dla mnie najważniejsze.

HI-FI: Wydaje się, że przez te lata spędzone w DM dorobiłeś się niemałej fortunki. Czy po tych wszystkich latach sławy nadal tworzenie muzyki sprawia Ci przyjemność?

Alan Wilder: Myślę, że to po prostu pasja. Doświadczenie pokazało mi, że trudno jest sprzedać ten rodzaj muzyki szerszej grupie ludzi. Nie robię więc tego dla zysku. Jasne chciałbym sprzedać sporo płyt, chciałbym to jak najlepiej wypromować, ale jest to bardzo niewdzięczna praca wiążąca się z ogromnymi stresami. Nie mogę oczekiwać, że od strony komercyjnej moje płyty przyniosą takie zyski jakie przynosiła sprzedaż płyt Depeche Mode. W tej chwili tworzenie i nagrywanie muzyki jest tym co uwielbiam robić najbardziej. Nie potrzebuje do tego żadnej motywacji. I powiem więcej, w tej chwili mam więcej entuzjazmu i chęci do pracy niż kiedykolwiek przedtem, a to z tego powodu iż udało mi się poukładać swoje życie osobiste.

HI-FI: Twoje dwie pierwsze płyty nie sprzedały się najlepiej. Jak bardzo będziesz czuł się rozczarowany jeśli "Unsound Methods" również okaże się niewypałem?

Alan Wilder: Będę zawiedziony, jeśli całkowicie padnie ten projekt. Jestem realistą i wiem, że jest to muzyka przeznaczona tylko dla wąskiego grona słuchaczy. Jeżeli ludzie sięgną po mój produkt świadomie, wtedy będzie to dla mnie sukces. Porażką będzie natomiast, jeżeli ludzie będą mówić: "..nie wiedziałem, że coś wypuściłeś nowego..." To właśnie dlatego zajmuje się teraz promocją tego albumu. Wcześniej inne obowiązki nie pozwalały mi na dostateczne zajęcie się sprawami RECOIL. To jest bardzo interesujące dla mnie patrzeć jak ludzie reagują na moją muzykę i jak będzie ona przyjmowana.

***