01 News
02 Biografia
03 Dyskografia
04 Wywiady
05 Team
06 Thin Line
07 Photo
08 Artykuły
09 Subskrypcja
10 Księga gości
11 Forum
12 Linki
13 Kontakt
30 TON
04 recoil wywiady


Last Sigh
czerwiec 1998
by Michael Lund

Tłumaczenie zostało przygotowane na podstawie angielskojęzycznej wersji znajdującej się na nieistniejącej już stronie Last Sigh.

***

Last Sigh: Twój ostatni album, 'Unsound Methods', jest muzycznie zupełnie inny do wcześniejszych wydawnictw RECOIL. Jak określiłbyś brzmienie na nim zawarte? Czemu przypisujesz te przemiany?

Alan Wilder: Było nieuniknione, że pomiędzy 'UM' a 'Bloodline' zaznaczy się zróżnicowanie, jako że albumy zostały nagrane w sześcioletnim odstępie czasu. Powiedziałbym, że brzmienie 'Unsound Methods' odnosi się w znacznym stopniu do tego, co zostało osiągnięte na albumie Depeche Mode 'Songs Of Faith And Devotion', który zawierał mnóstwo fragmentów gry na żywo, łącznie z właściwym dla nich 'czuciem'. Te części zostały najpierw zsamplowane, potem poukładano je w sekwencje, wykorzystując przy tym całą dostępną technologię w celu osiągnięcia czegoś bardziej interesującego niż tylko brzmienie wspólnie nagrywającego zespołu. Chciałem, by partie rytmiczne na 'Usnound Methods' były utrzymane w atmosferze 'groove', a pozostałe brzmienie było rozległe i urozmaicone. Podoba mi się idea łączenia elementów kilku różnych gatunków muzycznych - na przykład gospel + elektronika. Sampler jest idealnym narzędziem do wprowadzania tego typu pomysłów w życie. Chciałem również, by ogólne brzmienie było dość kinematyczne, ale nie grzęzło w pogłosie. Przejrzystość jest dla mnie bardzo ważna, a wyzwanie stwarzania głębi przez rozmieszczanie fragmentów muzyki w sposób zapewniający im naturalną przestrzeń jest tym, co sprawia mi przyjemność.

Last Sigh: Podobnie jak 'Bloodline', 'Unsound Methods' także zawiera wokale udzielone przez różnych wykonawców. W jaki sposób wybierasz tych wokalistów?

Alan Wilder: Szukam wokalistów, którzy prezentują ponadprzeciętny poziom i są w pewien sposób unikalni, lub dysponują wyjątkową energią. Siobhan Lynch trafiła do mnie przez swoją kasetę demo - uległem jej desperackiemu głosowi. Zwerbowałem Douglasa McCarty'ego, który pojawił się już na poprzedniej płycie RECOIL i singlu 'Faith Healer', częściowo dlatego, że wiedziałem, iż jego głos będzie odpowiedni do dwóch numerów na albumie, a po drugie, iż jest on najłatwiejszą osobą na świecie do współpracy. Wcześniej Douglas był polową duetu Nitzer Ebb; po tym, jak grali jako support Depeche Mode na trasach promujących albumy 'Music For The Masses' i 'Violator' staliśmy się dobrymi przyjaciółmi. Na trop Maggie Estep, nowojorskiej poetki, natrafiłem po bezskutecznych poszukiwaniach inteligentnego rappera z interesującym nastawieniem. Choć Maggie nie jest rapperem, to doskonale wpasowała się do ogólnego klimatu i wyraźnie kontrastuje z pozostałymi wokalistami. Natomiast Hildia Cambell udzielała się jako śpiewaczka gospel na depeszowej trasie 'Devotional Tour'.

Last Sigh: Na jakim etapie procesu nagrywania decydujesz o tym, kto powinien pojawić się w roli wokalisty na Twoim albumie?

Alan Wilder: Czekam do momentu, gdy muzyka jest mniej więcej w 70% gotowa - tylko wtedy mam wyraźny obraz tego, co jest dla niej odpowiednie. Z tego poziomu szukam interesujących ludzi, którzy mogliby coś wnieść do ustalonej przeze mnie struktury.

Last Sigh: Większość tekstów Twoich utworów wydaje się być tematycznie powiązana. Do jakiego stopnia kierujesz ich pisaniem? Czy twórcy poszczególnych tekstów w jakiś sposób komunikują się ze sobą0 lub wręcz pracuja wspólnie podczas ich powstawania?

Alan Wilder: Nie mówię im, co konkretnie mają pisać i generalnie nie wtrącam się do powstałych tekstów. W przypadku 'Unsound Methods' pchnąłem muzykę i wokalistów w kierunku tematu, jaki miałem w głowie dla każdego z utworów. Muszę wyjaśnić, że mam skłonności do zmiany struktury muzyki, nawet jak wokale zostały już nagrane i zawsze upewniam się, czy moi muzyczni współpracownicy ufają mi co do późniejszej manipulacji ich materiałem wokalnym. Szczęśliwym trafem wszyscy zgodzili się pracować w takim układzie. Zanim wokale nie zostały ostatecznie nagrane w moim studiu, komunikowałem się z wokalistami przez taśmy wysyłane pocztą.

Last Sigh: Jak wygląda Twój proces twórczy?

Alan Wilder: Zaczynam przeważnie od wypróbowanych już brzmień, które wraz z postępem pracy wzbudzają uczucia i zarysowują specyficzny nastrój. Wówczas, metodą prób i błędów, wdrażam kolejne pomysły do czasu, gdy wyłoni się temat, na jakim chciałbym się skupić, podążać w wyznaczonym przez niego kierunku. W tym miejscu zwykle zachowuję pomysł i przechodzę do następnego utworu, aż zbuduję większość ogólnego obrazu. W przypadku 'Unsound Methods' stało się oczywiste, że uzupełnić większość tych pomysłów będą musiały wokale. Mając to na uwadze, doprowadziłem nagrania do takiego stanu, który wytwarzał atmosferę, jaką chciałem osiągnąć oraz nadawał się do zaprezentowania wokalistom.

Last Sigh: Wiele numerów na 'Unsound Methods' utrzymanych jest w klimacie ścieżki dźwiękowej. Czy takie było Twoje zamierzenie? Czy kiedykolwiek myślałeś o napisaniu ścieżki dźwiękowej do filmu?

Alan Wilder: Pole działania, kiedy nie jest się ścieśnionym popowym formatem, pozwala poświecić więcej czasu na rozwinięcie muzyki i opowiedzenia nią jakiejś historii. Rozmieszczanie poszczególnych części muzyki jest podobne do procesu edycji filmu, gdzie w związku z zamierzeniem opowiedzenia historii i uzyskaniem ogólnego efektu, z nadzieją składa się do kupy wiele różnych elementów w jedną, pozbawioną szwów całość. Gdybym dostał dobrą ofertę dotyczącą napisania muzyki do filmu, z pewnością rozważyłbym ją.

Last Sigh: Podczas gdy niektórzy muzycy 'pożyczają' sobie spore i automatycznie rozpoznawalne elementy pracy innych muzyków, Ty skrawki 'obcego pochodzenia' do swoich kompozycji włączasz bardzo subtelnie. Czy jest to sposób złożenia hołdu muzyce i twórcom, których osobiście cenisz, czy jest to nawiązanie do pewnych nastrojów, jakie chcesz wzbudzić, a może jest zupełnie inny powód, dla którego używasz tych sampli? Co bierzesz pod uwagę, zanim użyjesz sampli pochodzących z czyjejś pracy?

Alan Wilder: Kwestia samplingu wciąż jest 'szarą strefą'. Jeśli ktoś używa czegoś mojego, a robi to mądrze i twórczo, pochlebia mi to i naprawdę nie mam nic przeciwko. Jednak jeżeli ludzie biorą duże kawałki, identycznie je reprodukują i mówią, ze jest to ich, to jest już zupełnie inna sprawa. Ale byłbym hipokrytą, gdybym narzekał na sampling. Jest to jak post-modernistyczne łączenie dwóch odmiennych stylów w celu stworzenia kolejnego, zupełnie nowego stylu. Jeśli używasz czegoś jako źródła dźwięku, którym potem manipulujesz w kierunku uzyskania czegoś zasadniczo się różniącego, wówczas jest to dla mnie działanie twórcze, całkowicie do zaakceptowania.

Last Sigh: Od pewnego czasu niektóre zespoły włączają statyczne dźwięki płyt winylowych do własnej muzyki - niektóre utwory na 'Unsound Methods' utrzymane są również w takiej konwencji. Jaki efekt masz nadzieję osiągnąć z takim elementem w Twojej muzyce? Jak uważasz - dlaczego stało się to popularną rzeczą w czasach, kiedy cyfrowe metody nagrywania umożliwiają uniknięcia wszelkich szumów?

Alan Wilder: Myślę, że jest to nostalgiczna rzecz. Jest pewnego rodzaju komfort dotyczący winyli, coś bardzo 'namacalnego' odnośnie trzymania płyty, oglądania okładki itp. Płyty kompaktowe brzmią nieźle, ale nie są aż tak ciekawe w 'czuciu'. Zawarcie trzasków i szumu jest czymś, co bierze się z zamiłowania do kolekcjonowania płyt.

Last Sigh: Czyim pomysłem było użycie fragmentów monologu otwierającego film 'Apocalypse Now' w tekście Douglasa McCarty'ego do utworu 'Incubus'? Co o tym myśli Coppola? Czy 'Apocalypse Now' było także inspiracją dla tytułu albumu, a jeśli nie, to do czego odnosi się 'Unsound Methods'?

Alan Wilder: Utwór zawierał filmową kwestię Martina Sheena zanim jeszcze Douglas został zaangażowany. Wysłałem roboczą wersję utworu do wytwórni Coppoli, Zoetrope, w celu jej zatwierdzenia - odpisali mówiąc, ze mógłbym wykorzystać ten fragment (za prowizją ;-)). Nie wiem jednak, czy sam Francis słuchał tego, czy też nie. Tytuł płyty został zaczerpnięty z dialogu Sheena, kiedy opisuje, w jaki sposób działania Kurtza stały się nieskuteczne.

Last Sigh: Mimo, że syntezatory są nadal dominującym instrumentarium używanym na Twoich albumach, brzmienie każdego z nich wydaje się być coraz to bardziej organiczne, a jakość dźwięku coraz mniej syntetyczna. A jednak zarówno 'Bloodline', jak i 'Unsound Methods', kończą się utworami, które są bardzo elektroniczne. Czy masz ochotę ponownie tworzyć muzykę, która posiada 'klinicznie syntetyczne' brzmienie?

Alan Wilder: Nie mam tendencji zaczynać od wytyczonych pomysłów - jestem instynktowny, lubię pozwalać każdemu projektowi rozwijać się w takim kierunku, w jakim tylko chce. Uwielbiam wszystkie gatunki muzyczne, są więc szanse, że zostanie to odzwierciedlone w mojej przyszłej pracy.

Last Sigh: Zacząłeś pracę nad nowym albumem. Jak daleko już jesteś? Kiedy spodziewasz się opublikować efekt pracy? Czy możesz zdradzić, w jakim kierunku podążasz na tym albumie i jacy wokaliści zostaną zaproszeni?

Alan Wilder: Jest zbyt wcześnie, by cokolwiek powiedzieć. Właśnie zainwestowałem w nowy system pozwalający mi na kompleksowe nagranie albumu w 'Thin Line' - nie będę musiał przenosić sprzętu do innego studia w związku z dokonaniem mixu. To jednak oznacza, ze jestem na etapie nauki jego obsługi, choć idzie mi to całkiem sprawnie. Przepraszam, ze nie mogę być bardziej szczegółowy.

Last Sigh: Czy są jacyś specyficzni muzycy i/lub wokaliści, z którymi jeszcze nie pracowałeś, ale masz nadzieję współpracować w przyszłości?

Alan Wilder: Jest kilka takich nazwisk, wokaliści których cenię, itp., ale do czasu, kiedy nie będę miał odpowiednio przygotowanej muzyki, jest naprawdę ciężko powiedzieć, kto będzie odpowiedni.

Last Sigh: Teraz, gdy już zorganizowałeś swoje własne warunki nagraniowe, czy jest możliwe, byś produkował muzykę innych artystów? Czy jesteś zainteresowany założeniem swojej własnej wytwórni?

Alan Wilder: Oba przypadki są mało prawdopodobne. Z tych samych przyczyn, że potrzebuję czasu, by skupić się na RECOIL. To jest coś, czemu pragnę poświęcić cały swój czas. Nawet tworzenie internetowej witryny RECOIL zabrało mi więcej czasu niż się spodziewałem. Myślę, że w najbliższej przyszłości internet będzie miał kluczowe znaczenie, jeśli chodzi o sprzedaż wszystkich produktów, tak więc biorąc to pod uwagę, możliwe że i tym zajmę się bardziej aktywnie.

Last Sigh: Różne wywiady przeprowadzone z Tobą, jakie czytałem, oraz Twój stosunek do fanów uwidoczniony na Twojej stronie internetowej świadczą o tym, ze jesteś bardzo uprzejmym i życzliwym człowiekiem. A jednak Twoja muzyka zawsze była mroczna, a na 'Unsound Methods', absorbuje ze złem. W jakim stopniu w muzyce RECOIL zawiera się Alan Wilder 'we własnej osobie'?

Alan Wilder: Cóż, zapewne musi to mówić coś o mnie, jednak nie jestem taki, jakim oczekują mnie ludzie. Wszyscy mamy swoje 'ciemne strony', ale staram się siebie kontrolować. Jestem wystarczająco szczęśliwy, ale nie rusza mnie 'jednorazowa', 'grzeczna' muzyka. Jest to trudne to wyjaśnienia, ale skupiam się na nieprzyjemnych sprawach - sam nie miałem kłopotliwego życia, ale widziałem innych ludzi próbujących uporać się z rozmaitymi problemami.

***